Zapraszamy do nowego sklepu Rockers.pl

Sports

Sports
Sports
Wykonawca:
Buzz Rodeo
Wydawca:
Antena Krzyku
Rok wydania:

2016

Typ nośnika:
Termin realizacji:

24-48h

Numer katalogowy:

5090000004462

Ilość sztuk:

Cena: 55.00 zł

Opis płyty:

 Mała wyliczanka na początek – ma Kanada KEN mode, USA – Pigs a Francja Sofy Major, zatem i Niemcy mają swoich mistrzów neo – noise’owej luty –  Buzz Rodeo. I wszystko jasne. Kolejna płyta, która niczego w układzie sił nie zmieni, ale wstyd jej nie znać a najlepiej – mieć na półce. Tyle chamskiej reklamy. Nawet gdybym bardzo nie chciał, wzbraniał się rękami i nogami, to i tak lata 90. wracają do mnie jak wspomnienia upojnych wakacji sprzed 23 lat.  Kurwa, to już tyle czasu minęło?! Niewiarygodne to i prowokujące wręcz  do sentymentalnych wycieczek, ale darujmy sobie, bo kto ma wiedzieć ten  wie, a dla reszty to niemal opowieści z czasów II Wojny Światowej. Buzz  Rodeo to niemiecka załoga, konkretnie trio, czyli idealny dla takiej  muzyki układ. Punkty odniesienia – stałe i niezmienne. The Jesus Lizard,  Shellac, może ciut Hammerhead i szczypta wczesnego Don Caballero. Klasyka klasyk, że zapodam banał, ale po raz kolejny w sprawnych łapach  muzykantów zgrany i mocno przewalcowany materiał młodnieje i wcale nie  śmierdzi naftaliną. I tu dokonam małego autoplagiatu, bo podobnie jak napisałem w przypadku Waste wspomnianego we wstępie Sofy Major, Sports przy pierwszym  kontakcie ścina łeb produkcją. Może jestem niewolnikiem takiego  maksymalnie analogowego, drewnianego – jak zwykłem powtarzać –  brzmienia, ale po raz kolejny okazuje się, że liczy się siła prostoty, banalna zabawa własnymi umiejętnościami a nie kręcenie gałami, konsoleta  z milionem śladów i najnowszy pro-tools. Kto wie, ten zrozumie. Być może  punkowe korzenie trzech załogantów z Buzz Rodeo mają tu jakieś
znaczenie, ale przede wszystkim dogłębne przekonanie, jak ma brzmieć własna muzyka, co w dobie tzw. producentów, decydujących często o charakterze płyty, wcale nie jest takie oczywiste. Buzz Rodeo band W zasadzie wszystko, co usłyszymy na „Sports” kojarzy się ze złotym okresem noise i matematyki. Zwraca uwagę sposób konstruowania warstwy gitarowej, składającej się z zapętlonych, przyjemnie rozchwianych zwrotów, pochody basu co i rusz grane są sekwencjami akordowymi, zresztą, odgrywa on w muzyce Buzz Rodeo niebagatelną rolę, co w kontekście setek płyt będących świadectwem bezlitosnej kastracji tego instrumentu bardzo cieszy. Przejeżdżając przez cały krążek, załapujemy się na festiwal inspiracji – w „Sound of the Universe”, „Movie Star” czy „Station 41” mamy ekipę Yow’a, „Pop” to math rock po linii Don Caballero. Shellac pojawia się w tych wszystkich mechanicznie, niemal beznamiętnie skrzeczących gitarach („Arkansas” czy „The Gap”). Z kolei „Brick Lane” zwraca uwagę nieco nowofalowym klimatem. Takich smaczków i podobieństw można wyłowić tu bez liku, zresztą, mam wrażenie, że dla trójki muzyków nie jest to wcale ujma, tym bardziej, że lekcje odrobili na piątkę, dodając też coś od siebie, w postaci neurotycznej atmosfery i fajnie połamanych rytmów. W zasadzie nie słyszę tu momentów, które można uznać za odpuszczone. Miłość do jednozbawczego hałasu jest tu normą, krwawiące paluchy prawem a ogłuszająca, lepiąca się do mózgu luta nagrodą. Rzecz dla wytrwałych i przede wszystkim – dla każdego, beznadziejnie zakochanego w noise, który dzisiaj nadal brzmi świeżo. Jak długo? Kto to może wiedzieć…
Arek Lerch 

Rozumiem Używamy plików cookies m.in. w celu świadczenia usług, reklamy i statystyk.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.